Lija Skalska-Miecik
Chodor niezapomniany
Był to wernisaż wystawy, związanej z rocznicą smutną – rok temu, 15 lutego zmarł nagle w wieku 52 lat nasz sławny ursynowianin, jeden z najwybitniejszych satyryków polskich Antoni Chodorowski. Otwierając wystawę, dyrektor Muzeum Karykatury Marek Wojciech Chmurzyński powiedział, iż ma nadzieję, że na wernisażu będziemy odczuwać jednak nie tytko smutek, lecz także wielki podziw.
Istotnie, ponad 250 prac Chodorowskiego, pochodzących przede wszystkim ze zbiorów rodziny oraz Muzeum Karykatury (był jego ulubieńcem), wzbudziły autentyczny podziw. Żona artysty, Zofia Chodorowska udostępniła m.in. jego prace mało lub mniej znane, odsłaniając wszystkie aspekty zainteresowań twórczych Chodorowskiego. Było to jedno z pierwszych spotkań nie tylko z tak popularnymi mistrzowskimi rysunkami wielkiego satyryka, lecz także z jego malarstwem, które traktował jako rzecz bardzo osobistą. Podczas plenerów malował rzeczy, w których w odróżnieniu od precyzyjnej kreski rysunków króluje „szalony” kolor. „Nikomu tego nie sprzedaję – mawiał – To trzymam u siebie w domu na posag”. Po ekspozycji pośmiertnej, urządzonej w czerwcu 1999 r. w Galerii „U” im. Brata Alberta przez przyjaciela zmarłego artysty, Włodzimierza Dawidowicza i Zofię Chodorowską, właśnie wystawa na Koziej stawia akcenty na nowe strony poszukiwań artystycznych Chodorowskiego, zwraca uwagę na ich bogactwo. Tak wiele pisano o nim, tak wiele eksponowano i publikowano jego prac, ale okazało się, że Chodor to temat wcale nie wyczerpany.
Przyjaciele, miłośnicy sztuki Chodorowskiego tworzyli na wernisażu prawdziwe tłumy. Najważniejszy gość Muzeum Karykatury, burmistrz Ursynowa Stanisław Faliński, który objął patronat nad wystawą nie od razu mógł dostać się do podium. Było dużo kwiatów, uścisków, ciepłych, sentymentalnych wspomnień. Szczególny nastrój nadawała wernisażowi obecność licznej rodziny artysty – jego jak zwykle eleganckiej małżonki, dzieci własnych i adoptowanych, wnuków oraz krewnych przybyłych z rodzinnych Chodór i innych miejscowości w Białostockiem. Wzruszająca była wypowiedź mistrza Szymona Kobylińskiego wysoko ceniącego talent Chodorowskiego, kochającego go jako człowieka.
Wystawa nosi prosty tytuł „CHODOR” – tak nazywano artystę. Jego rysunki, plakaty, malarstwo itd., ujęte zostały w bardzo dobrze wydanym, naukowo opracowanym katalogu, poprzedzonym ciekawymi wstępami. Myślę, że „Pasmo” może być dumne jako medialny patron tak ważnego wydarzenia artystycznego, jakim jest wystawa naszego sławnego ursynowianina. Oglądać można ją w Muzeum Karykatury do 28 maja.
Szkoda tylko, że na aukcji która zakończyła wernisaż wystawiono na licytację tylko trzy prace Chodorowskiego. A chętnych do nabycia nie brakowało.
Lija Skalska-Miecik
W przyjaznym krzywym zwierciadle
Aktorzy są niezwykle wdzięcznymi modelami dla plastyków, zajmujących się karykaturą. Artyści byli zawsze bliscy aktorom, aktorzy- artystom, w różnych epokach zawsze tworzyli spójne cyganerie. Od czasów powstania w okresie Młodej Polski słynnych karykatur Kazimierza Sichulskiego (1879-1942), „nadwornego” grafika i scenografa „Jamy Michalikowej”, który pozostawił nam humorystyczne wizerunki Ludwika Solskiego, Jerzego Leszczyńskiego, Ireny Solskiej i innych koryfeuszy scen polskich, temat „aktor” przyciągał wielu malarzy i grafików.
Plejada podobizn aktorów teatralnych i filmowych oraz artystów estrady przesuwa się przed naszymi oczami na wystawie „KOMEDIANCI, ARTYŚCI SCEN POLSKICH W KARYKATURZE 1918-1998”, czynnej w Muzeum Karykatury przy ul. Koziej 11. Jak powiedział autor ilustrowanej przez Antoniego Chodorowskiego książki „Bliżej Gwiazd” Zygmunt Włoczewski, lubimy, kochamy naszych aktorów. Sympatia artystów-plastyków i widzów zdecydowała o specyficznym charakterze karykatur aktorów. Artyści teatru, filmu, estrady widziani tu są w przyjaznym krzywym zwierciadle. Króluje ŻART. Ta cecha właściwa jest zwłaszcza pracom Antoniego Chodorowskiego. Jego konterfekty artystów teatru, filmu, estrady (wystawiono m.in. jego ilustracje do książki Włoczewskiego) są raczej portretowymi humoreskami niż karykaturami. Kapitalne karykatury wystawił Jacek Frankowski, o którym niedawno pisano w „PAŚMIE”, a wśród nich karykatury popularnych postaci jak Katarzyna Figura z jej ponętną figurą. Wiesława Gołasa – Tomasza Czereśniaka z filmu „Czterej pancerni i pies”, słodkoanielskiej Joanny Szczepkowskiej oznajmiającej światu: „Stwierdzam upadek komunizmu w czerwcu 1989 roku”. Z łezką w oku widzowie starszego pokolenia patrzeć będą na karykatury gwiazd z okresu dwudziestolecia międzywojennego w części retrospektywnej ekspozycji.
Oglądanie 300 wystawionych w Muzeum Karykatury rysunków jest wspaniałą zabawą, a jednocześnie refleksją nad zmiennymi losami polskiej sceny i jej bohaterów ostatnich 80 burzliwych lat. Wystawa zorganizowana została z okazji 80-lecia ZASP-u (Związek Artystów Scen Polskich). Jej głównym pomysłodawcą jest Rudolf Gołębiowski, zasłużony działacz ZASP-u, aktor i kolekcjoner teatraliów w jednej osobie. Zaraził swoją ideą aktorów, którzy zdejmowali swoje wizerunki-karykatury ze ścian mieszkań, szperali po zakamarkach. Przynoszą je do Muzeum Karykatury rodziny tych, których nie ma już wśród nas. W ten sposób wiele pamiątek możemy oglądać po raz pierwszy.
Lija Skalska-Miecik